Trzydziesty drugi numer EasyLinuksa z Fedorą 12 w sprzedaży od początku grudnia
Fedora 12 to rezultat mrówczej pracy wielu programistów. Nie znajdziemy tu może rewolucyjnych zmian, które towarzyszyły wielu poprzednim wydaniom, widać jednak ogrom wysiłku włożonego w tę edycję. Dopracowano wiele aspektów systemu, które znacznie zwiększają komfort pracy.
Wystarczy wspomnieć choćby o uniwersalnym narzędziu do raportowania o błędach, nieograniczającym się do jednego środowiska. Obsługiwanych jest znacznie więcej kamer internetowych. Naska/mkinitrd zmieniono na Dracuta. W Eclipse możemy wygenerować wykresy wywołań funkcji, dzięki którym łatwo zwizualizujemy strukturę tworzonej aplikacji. Mimo pewnych zastrzeżeń Empathy został wreszcie domyślnym komunikatorem internetowym. Anaconda obsługuje FCoE (światłowód przez Ethernet). W Sambie możemy korzystać z rozproszonego systemu plików GFS2. Network Manager obsługuje IPv6. Dodano implementację Perla 6 na Parrocie, czyli Rakudo. Przykłady można by mnożyć.

Wszystkie te zmiany pokazują, że Red Hat – mimo specyficznej polityki – dba o użytkowników swojej dystrybucji i potrafi ich wysłuchać. Dla równowagi warto wspomnieć o przykrej dla niektórych sytuacji związanej z możliwością instalacji pakietów przez zwykłych użytkowników wtedy, kiedy system nie znajdzie określonego polecenia. Ponieważ jednak dotyczy to tylko i wyłącznie pakietów z oficjalnych repozytoriów Fedory, Red Hat zbagatelizował sprawę. Natomiast administratorzy podnieśli larum,w ten bowiem sposób stracili praktycznie kontrolę nad tym, co jest instalowane w systemie przy domyślnej konfiguracji. Na szczęście usunięcie tej usterki jest proste i szybkie – choć nie od razu pojawiło się w informacji o wydaniu.
Reasumując, Fedora 12 bardzo przypomina SUSE 11.2, Mandrivę 2010 i Ubuntu 9.10. Wszystkie korzystają z tych samych lub bardzo zbliżonych wersji głównych komponentów. Warto je wypróbować, by samemu ocenić, która najlepiej spełnia nasze oczekiwania.













